kwestia smuteczków



Ja to się chyba kiedyś zapier....
Tak. Skończyły mi się kur... pomysły.
Przez ostatnie miesiące skutecznie uciekałam przed smutkiem - tabletki, ćwiczenia, język obcy, kino i dużo snu - wszystko, żeby nie myśleć i nie smucić się, bo mam taką naturę - przeważnie smutną - ja jestem taką Wielką Brytanią - cały rok deszczowy.
Dawałam radę, naprawdę było dobrze, nawet jak ludzie pytali -to mówiłam - okey, fajnie, super. Czy ja się oszukiwałam, czy naprawdę było fajnie? Nie wiem - a może ja po prostu chciałam, żeby tak było i wmawiałam to sobie, taka mantrę - jest dobrze, jest dobrze, jest zajebi... dobrze, tylko tego nie spieprzyć, mówić że jest dobrze, jak będziesz mówiła, że jest dobrze, to będzie dobrze.
Po nieprzespanej nocy, już nie mogę tego powiedzieć. 
Skończyły mi sie pomysły.
Ktoś powie - przestań się mazać, rusz dupę - inni mają gorzej i tu pada litania wszystkich możliwych nieszczęść, które dopadają innych. Ja wiem, że inni miewają gorzej - zdaję sobie z tego sprawę - inteligentna bywam, ale nie dziś... To moje  życie, którego nie rozumiem, które jak woda przepływa mi między palcami.
Jak znów poskładać się w całość?

Czas mija, a ja nadal nie mam pomysłu, czuję się jakbym siedziała na tykającej bombie.
Co tu zrobić?

Jak opanować smutek - dużo smutku?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

kwestia rozpędu

kwestia dnia

kwestia kompilacji zdarzeń