kwestia soku z żuka


Lubię się bać. Trochę to destrukcyjne, gdyż ja naprawdę się BOJĘ, a i tak to uwielbiam. "To" - lęk kontrolowany, ten niekontrolowany jest wyjątkowo nieprzyjemny (wiadomo) - egzamin lub latanie (są podobno ludzie, którzy lubią latać - nie rozumiem).

Kiedy zaczęła się moja miłość do lęku? Ano jak wszystko co lekko patologiczne - w dzieciństwie. Pewnej letniej nocy rodzice postanowili pobawić się bez swych małych demonów i poszli na zabawę taneczną, a swoje potworki (dzieci mają coś w sobie z wampirzątek) pozostawili z Babką (taka to Babcia, a jednak Babka). Było dużo swobody i słodyczy (chleb z cukrem - w tym okresie swojego życia pamiętam tylko niedzielne ciasto drożdżowe w roli upragnionego słodycza), a wieczorem, razem z siostrą, leżąc na kanapie rodziców, pod grubą kołdrą, obejrzałyśmy Nieśmiertelnego (Babcia spała). Niezapomniany film - dosłownie - bałam się przez kilka kolejnych miesięcy - nie mogłam zasnąć bez sprawdzenia: wąskiego miejsca pod kanapą, za kanapą, pod biurkiem i za zasłonami (moje pierwsze natręctwa - jeeee!). W pamięci nadal mam przystojną twarz Lamberta i jego umięśniony tors, jak również scenę krzyżowania - taka przygoda. Lat miałam bodajże pięć. A potem to już było z górki.

Muminki, kto nie kochał Muminków? Braciszka przez kilka lat straszyłyśmy Buką - biedny malec. Klimat stworzony w tej opowieści jest niesamowity i ma w sobie coś mrocznego - Buka, lękliwy Ryjek, Hatifnatowie. Muminki to niesamowity przekrój różnorodnych bohaterów - nikt tam nie jest krystalicznie dobry, ani tym bardziej zły. Nie da się żadnego z bohaterów opisać jednym słowem. Mała Mi złośliwa i jędzowata? No tak, ale jednocześnie - odważna, inteligentna i kreatywna. Buka straszna? Oczywiście, że straszna (i ta piękna muzyka w tle), ale samotna i niewyobrażalnie smutna. Migotka (a tę bohaterkę pominę, gdyż pałam do niej najmniejszą sympatią). Włóczykij. Któż nie kochał Włóczykija za jego przemyślenia, radość i spokój - płynące z samotności i podróży?

z internetu, autor nieznany, ale na pewno istnieje

Nadeszły kolejne pamiętne wakacje, roku pańskiego, nie pamiętam którego (lat dziewięć, dziesięć), kiedy to odkryłam u mojej cioci w mieszkaniu - książkę Lucy Montgomery (co ma wspólnego Ania z Zielonego Wzgórza z horrorem? Ano ma). Doświadczyłam, iż książki bywają różne i jest taka Ania, a tuż obok - Carrie King'a - urocze dziewuszki (sic!). Poznałam różne oblicza: miłości, fanatyzmu, jak i nienawiści, no i oczywiście - zemsty. W te pamiętne wakacje - po raz pierwszy też spróbowałam pieczonego raka z ogniska.

A dalej równia pochyła pchnęła mnie ponownie przed ekran telewizora, bo oto Sok z Żuka, a raczej serial animowany Żukosoczek. Nie potrafiłam odmówić sobie żadnego odcinka (pominęłam tylko te, w trakcie których miałam zakaz oglądania bajek - taka konsekwencja nieprawidłowego zachowania - tłukłyśmy się z siostrą, jak głodni jaskiniowcy nad martwym mamutem). 
Już sama czołówka przyprawiała mnie o dreszcze - niezapomniany klimat - pajęczyny, trzeszczące schody i robale.


Muszę nadmienić, że bartonowski Sok z Żuka (1988) - pierwowzór - jest przecudny i przekomiczny w swojej robalowatości - niebywale oryginalny film, a efekty specjalne lat dziewięćdziesiątych bawią do łez. Urok tego filmu odkryłam dość niedawno - czasami warto się cofnąć, żeby spojrzeć starszym, bardziej doświadczonym okiem. Ale wracając do mojego dzieciństwa, łatwo można przewiedzieć, co pojawiło się dalej - zielone ludziki, a raczej ich brak - Archiwum X, nadal nie potrafię sprecyzować, kto wzbudził moją większą miłość - Mulder, czy Scully? Ona - tak racjonalna i inteligentna, i on - romantycznie odklejony. Rodzice nie pozwalali nam oglądać filmów po dobranocce,  ale razem z siostrą byłyśmy bardzo kreatywnymi dziećmi (ona była, ja powtarzałam). Pamiętacie wystrój wnętrz z tego okresu? Ja pamiętam: duże kanapy przykryte kocami i stoły ustawione na środku pokoju. Owe stoły miały długie obrusy, pod którym można się było skryć i oglądać z wypiekami filmy dla dorosłych. Rodzice byli na tyle zmęczeni życiem i pracą, że po dobranocce sami zasypiali, zapominając o dzieciach (biedni dorośli).
Poza kultowym archiwum kanał ze słoneczkiem, oferował również kolejne wiekopomne dzieło - "Opowieści z Krypty". Ach czegóż tam nie było - wszystkie możliwe, jak i niemożliwe fantazje twórców. Niedawno pokusiłam się o ponowne obejrzenie kilku odcinków - z dużym sentymentem, ale też radością - to było kolejne ciekawe doświadczenie - nie pozostało nic z dziecięcych lęków.



Pamiętam jeszcze taką Wigilię -  kiedy to obłożyłam się, jak choinka bombkami - książkami (Panie z biblioteki nigdy nie weryfikowały mojego wieku, jak również nie kwestionowały wyborów, a wybierałam absolutnie nieodpowiednie do wieku książki). Była Anna Rice i Stephen King - duet idealny. Po takiej lekturze, wiedziałam już wszystko na temat seksu i relacji międzyludzkich. Pamiętna Wigilia. Pominę milczeniem aktualnie faworyzowane wampiry w postaci - Belli i Edwarda. A właśnie - milczenie - tak to był gwóźdź do mojej psychicznej trumny - niezapomniany Anthony Hopkins i Jodie Foster. Zanim rodzice wyrzucili mnie z pokoju (nie spali tym razem więc zapewne był to jakiś weekend) zdążyłam obejrzeć kilka mrożących krew w żyłach scen. Oczy Hannibala - to przenikliwe, straszne spojrzenie.

Czy patrząc z perspektywy czasu zmieniłabym coś w swoim dzieciństwie? Że za dużo krwi, przemocy i dziwnego seksu? Za mało - lalek i różowego tiulu? E no nie bardzo. Zresztą mając takie doświadczenia cóż innego mogę rzec.
Może tylko przytoczę wczorajszą scenę ze sklepu, kiedy to  robiąc zakupy z mamą, między regałami dojrzałam dział dla psów, a tam były gumowe zabaweczki dla czworonogów - świnie, ptaki, piłeczki i wszystkie wydawały przeróżne dźwięki - byłam w raju. Wyobraziłam sobie Nornika jak biega po ogrodzie ze świnią w pysku. No i zaczęłam wypróbowywać różne gadżety szczerząc się do mojej mamy i gdakając na nią gumowym kurczakiem. Długo nie wytrzymała i uciekła do innego działu. I nagle usłyszałam fragment rozmowy między jednym piskiem kurczaka, a chrumknięciem świni. - Znów jakiś dzieciak dorwał się do zabawek- głos kobiety. - A nie drogie panie, to moja trzydziestoletni córka - wytłumaczyła zrezygnowanym głosem moja mama.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

kwestia rozpędu

kwestia dnia

kwestia kompilacji zdarzeń