Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2017

kwestia męska

Obraz
Nie chcę narzekać na mężczyzn, ale jakoś tak ciężko. Znam tyle cudownych kobiet i niewielu równie interesujących mężczyzn. Może to efekt tego, że w kobiecym środowisku żyję, a może faktycznie jest deficyt pierwiastka męskiego w społeczeństwie. Nie wiem. Powiedziałam dziś J., że to znak - nie męża trzeba szukać, a żony.
Gdzie ta żona?
A to mnie zaskoszył Łukaszek.



kwestia pączków

Obraz
A do jakiego momentu się jest silnym? Dam radę, dam radę, dam radę - powtarzam sobie. Teraz tak sobie myślę: a może zbyt długo dawałam radę? A może właśnie problem tkwi w tym, że ja ciągle "chcę dawać radę". Takie myślenie - kto, jak nie ja? Ja nie dam rady? A może jednak...
Wczorajszy dzień mogę określić mianem - małej katastrofy - na każdym polu: zawodowym i prywatnym. Taki statek na pełnym oceanie; najpierw atakują go piraci i wybijają wszystkich w pień - flaki walają się po pokładzie i odcięte głowy, a potem niedobitków (jednak ktoś się ostał), poranionych i słabych, zastaje na pełnym morzu (oceanie), sztorm i wszyscy giną w odmętach lodowatej wody.
Doczłapałam się do domu, usiadłam przed monitorem i zapatrzyłam na garść rozwiązań, które naprędce odnalazłam w sieci (plany, plany, plany - musze mieć jakiś plan). Kiedy coś mi się już w głowie zarysowało, stwierdziałam, że czas na relaks i poszłam kupić sobie pączki (pączki są najlepsze na katastrofy morskie). I kiedy już z lu…

kwestia psychologizowania

Obraz
Czekając dziś na swoje cielesne zajęcia (fitnes, który pochłania litry wody i miliony toksyn  z mojego organizmu), sięgnęłam po kolorową prasę leżącą na białej skrzyni. I oto trafiłam na Zwierciadło (nie zwróciłam uwagi, z którego miesiąca) i wywiad z Jerzym Vetulani. Zachwyciła mnie ta rozmowa. Vetulani powiedział tam wiele trafnych uwag, ale jedną szczególnie zapamiętałam - życie polega na radowaniu się z tego co dobre, przy jednoczesnym zapominaniu o przykrościach i smutkach, bo rozdrapywanie ran prowadzi jedynie do gangreny. I to stwierdzenie - szczególnie ta obrazowa gangrena, która zżera organizm i go niszczy - przemówiło do mnie.  Wiem, że ciągle piszę o tym samym - smutki, smuteczki i depresyjny nastrój, ale tak wygląda moje życie i mam wrażenie, że osoby, takie jak ja, które się z czymś zmagają, jednocześnie szukają - takich słów, które do nich przemówią, nazwą pewne rzeczy, nakierują, zobrazują. Ciężko określić to o czym piszę, ale ma to coś wspólnego z "zjawiskiem aha&q…

kwestia - co robić ze smuteczkami

Obraz
Dobrze mi wychodzą plany, więc nawet pracę nad smuteczkami muszę zaplanować. To bach: 1. Trzeba wstać z łóżka. Tak trzeba - to jest dobry początek. Kawa sama się nie zrobi. 2. Trzeba starać się nie myśleć o przeszłości. Trudno. Czasami się nie udaje i pojawiają się dni takie, jak wczoraj i przedwczoraj. No, ale nie można. Przeszłość trzeba zamknąć, a nie ciągle uchylać drzwi. Koniec, kropka. Inni dokonują wyborów, które są dla mnie trudne, więc ja też muszę dokonać wyboru (ile to już lat trwa?! Ja nie mogę się zestarzeć, ciągle borykając się z przeszłością). 3. Trzeba zmienić coś w życiu. Bezpiecznie jest; ale to bezpieczeństwo przyniosło ze sobą również dużo smutku. A jeżeli sytuacje i miejsca sprawiają mi tyle zawodu, to może trzeba odpocząć od miejsc i sytuacji (zmiana miejsca nie jest dobrym rozwiązaniem, bo tak naprawdę muszę zmienić coś w sobie, ale pracuję nad zmianą siebie, a trochę pomocy może przyspieszy pewne sprawy). 4. Trzeba odpoczywać aktywnie. Pobiegałam - wczoraj i dziś, i…

kwestia smuteczków

Obraz
Ja to się chyba kiedyś zapier.... Tak. Skończyły mi się kur... pomysły. Przez ostatnie miesiące skutecznie uciekałam przed smutkiem - tabletki, ćwiczenia, język obcy, kino i dużo snu - wszystko, żeby nie myśleć i nie smucić się, bo mam taką naturę - przeważnie smutną - ja jestem taką Wielką Brytanią - cały rok deszczowy. Dawałam radę, naprawdę było dobrze, nawet jak ludzie pytali -to mówiłam - okey, fajnie, super. Czy ja się oszukiwałam, czy naprawdę było fajnie? Nie wiem - a może ja po prostu chciałam, żeby tak było i wmawiałam to sobie, taka mantrę - jest dobrze, jest dobrze, jest zajebi... dobrze, tylko tego nie spieprzyć, mówić że jest dobrze, jak będziesz mówiła, że jest dobrze, to będzie dobrze. Po nieprzespanej nocy, już nie mogę tego powiedzieć.  Skończyły mi sie pomysły. Ktoś powie - przestań się mazać, rusz dupę - inni mają gorzej i tu pada litania wszystkich możliwych nieszczęść, które dopadają innych. Ja wiem, że inni miewają gorzej - zdaję sobie z tego sprawę - inteligentna byw…

kwestia szkła

Obraz
Pozbieranie szkła jest bardziej żmudne niż rozbicie szklanki. Pozbieranie i naprawienie czegokolwiek co się zepsuło, jest trudniejsze niż sam proces psucia.  Życie jest cholernie niesprawiedliwe. Dlaczego? Dlaczego to jest tak niesprawiedliwe? Po prostu odejść. Nie myśleć o przeszłości.  Nie myśleć o przeszłości.  Nie myśleć. 

kwestia poszukiwań

Obraz
Czasami dopada mnie perfekcjonizm, ale w absolutnie nieodpowiednich momentach, jak choćby teraz - poszukuję "idealnego kalendarza"; tak wiem, jest połowa roku, a ja nadal poszukuję "idealnego kalendarza". Wszak sobie założyłam, że jak będę miała swój "idealny kalendarz", to zacznę "idealnie" planować i nareszcie się wywiązywać ze zobowiązań (w brzydkim kalendarzu nie można niczego planować, bo jest brzydki, a powinien mieć: kolorowe obrazki, mnóstwo cytatów i rubryczek - je!). I tak oto próby rezerwowanie hotelu, które uskuteczniałam od dwóch miesięcy są efektem braku kalendarza i moją słabą pamięcią, a nie lękim przed spróbowaniem czegoś nowego (taki problem). To jest bardzo dziwne połączenie z jednej strony lubię wszystko mieć zaplanowane i tak cudownie bezpieczne, a jednocześnie pragnę nowych doświadczeń, tyle że lęk przed nieznanym nie pozlwala zrobić kroku do przodu i tak sobię drepczę nerwowo w miejscu - nie wywiązując się z planów,  a jedn…

kwestia soku z żuka

Obraz
Lubię się bać. Trochę to destrukcyjne, gdyż ja naprawdę się BOJĘ, a i tak to uwielbiam. "To" - lęk kontrolowany, ten niekontrolowany jest wyjątkowo nieprzyjemny (wiadomo) - egzamin lub latanie (są podobno ludzie, którzy lubią latać - nie rozumiem).
Kiedy zaczęła się moja miłość do lęku? Ano jak wszystko co lekko patologiczne - w dzieciństwie. Pewnej letniej nocy rodzice postanowili pobawić się bez swych małych demonów i poszli na zabawę taneczną, a swoje potworki (dzieci mają coś w sobie z wampirzątek) pozostawili z Babką (taka to Babcia, a jednak Babka). Było dużo swobody i słodyczy (chleb z cukrem - w tym okresie swojego życia pamiętam tylko niedzielne ciasto drożdżowe w roli upragnionego słodycza), a wieczorem, razem z siostrą, leżąc na kanapie rodziców, pod grubą kołdrą, obejrzałyśmy Nieśmiertelnego (Babcia spała). Niezapomniany film - dosłownie - bałam się przez kilka kolejnych miesięcy - nie mogłam zasnąć bez sprawdzenia: wąskiego miejsca pod kanapą, za kanapą, pod biur…