kwestia rozpędu


Ale zapierdziela - życie czasami.
I tak sobie myślę - nie dam rady, za dużo się dzieje, za dużo wymagań, za dużo życia w życiu we wszystkich odcieniach, ale zazwyczaj tych ciemnych. Mówię - poczekaj, poczekaj! Daj mi chwilę muszę się ogarnąć! Jak się ogarnę to nadążę za tobą, ale życie nie przystaje, nie czeka, nie ma wyjątków - albo sprostasz, albo odpadasz. I czasami odpadasz - w smutek, niechęć, brak wiary.  Ale przepraszam, czy ja nie mogę mieć chwili słabości ? No mogę, tylko liczy się czas. Na ile: sekund, minut, godzin, dni, miesięcy można "odpaść"? Na ile smutku można sobie pozwolić? No właśnie nie wiem. 
Życie stawia wymagania i nie daje taryfy ulgowej. I nie jest sprawiedliwe: bo inni faktycznie miewają lepiej, bo innym się udaje, bo dla innych jest prostsze, bo ciężka praca często nie niesie za sobą sukcesów, bo ukończone studia, nawet prestiżowe, nie oznaczają dobrych pieniędzy i fascynującej pracy. No i masz wybór, albo się buntować na coś co i tak jest oczywistością, albo zaakceptować i starać się ogarnąć swój ogródek i "odpadanie". A w ogródku błoto po kolana i pokrzywy, a wokół biega dorodny prosiak, no i nie są to lilie i biały koń arabski, który galopuje u sąsiada wśród zielonej trawy, a prosiak.  A w czym ten koń jest lepszy od mojego prosiaka? Że ładniejszy? Kwestia gustu. Ja się koni trochę boję, a prosiaków to już nie. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

kwestia dnia

kwestia kompilacji zdarzeń